Noah Richardson, artysta indie-folk z Filadelfii, udowadnia, że sukces na scenie i w siłowni wymaga tych samych cech: cierpliwości, dyscypliny i konsekwencji. W wywiadzie dla Muscle & Fitness opowiada o swojej pasji do treningu siłowego, która wywodzi się z rodzinnych tradycji kulturystycznych.
Korzenie w kulturystyce
Richardson dorastał w otoczeniu kulturystyki – jego ojciec i wujek byli wielkimi fanami tego sportu w latach 80. To oni wprowadzili go w świat legend takich jak Dorian Yates. „Mój wujek opowiadał mi o planie treningowym Doriana Yatesa, a ja chciałem spróbować czegoś innego” – wspomina artysta. Zafascynowała go filozofia „Blood and Guts” Yatesa, czyli trening o wysokiej intensywności, polegający na doprowadzaniu serii do upadku mięśniowego. „Podobał mi się aspekt trenowania do upadłego. Fajnie było siebie zmuszać. I nie spędzałem na siłowni wieczności – ciężko pracowałem i wychodziłem” – dodaje.
Planet Fitness – niezawodny towarzysz w trasie
W przeciwieństwie do profesjonalnych sportowców, niezależni muzycy muszą radzić sobie sami. Dla Richardsona Planet Fitness stał się „starym, niezawodnym” miejscem. „Wszystko tam jest. Mogę zrobić, co trzeba” – mówi. Między długimi przejazdami, późnymi wyładunkami sprzętu i spaniem na kanapach, konsekwencja jest ważniejsza niż idealne warunki. „Szczególnie gdy jest ciężko i śpisz na kanapach, możesz iść się wykąpać i poćwiczyć” – wyjaśnia. Siłownia daje mu poczucie normalności w chaosie tournée.
Hokej – fundament rywalizacji
Zanim muzyka stała się jego głównym zajęciem, Richardson trenował hokej. Dorastał w okolicach Filadelfii, spędzając dzieciństwo na lodzie, związany z fundacją hokejową założoną przez zmarłego właściciela Flyers, Eda Snidera. „Sport i podnoszenie ciężarów nauczyły mnie, że rzeczy nie dzieją się z dnia na dzień. Ciężką pracą gdzieś dojdziesz” – mówi. Tę etykę pracy przenosi do studia nagraniowego: „Uczę się umiejętności, śledzenia, robienia wszystkiego. Codzienna praktyka i wchodzenie na swoją arenę – to przejąłem z hokeja”.
Wzrastanie wśród śmierci – lekcja życia
Richardson dorastał w rodzinie prowadzącej zakład pogrzebowy w Filadelfii. To doświadczenie dało mu unikalną perspektywę. „Widziałem mnóstwo szalonych rzeczy” – śmieje się. Od kłótni rodzinnych po prośby o pochowanie z paczką papierosów czy sześciopakiem Miller Lite. Podczas historycznego zwycięstwa Eagles w Super Bowl żałobnicy pojawiali się w koszulkach drużyny i skandowali jak na stadionie. „Myślałem: to jest niesamowite” – wspomina. Te obserwacje nauczyły go, że każdy ma swoją historię, a ludzie chcą być zapamiętani tacy, jacy byli – z dziwactwami i pasjami. Ta szczerość przenika jego teksty.
Terapia zmieniła więcej niż zdrowie psychiczne
Richardson przyznaje, że terapia wpłynęła na jego proces twórczy. „Przez długi czas pisanie było moim jedynym ujściem. Potem zacząłem chodzić do terapeuty i szukać profesjonalnej pomocy” – mówi. Początkowo obawiał się, że terapia uczyni go gorszym autorem, ale znalazł równowagę. „Moje ulubione sesje pisania zaczynają się jak sesje terapeutyczne – wszyscy mówią o tym, co się dzieje w ich życiu, a to wpływa na to, co tworzymy”. Docenia też wsparcie członków zespołu w trasie.
Sen – podstawa regeneracji
27-letni artysta podkreśla, że sen stał się dla niego kluczowy. „Kiedyś mogłem nie spać do trzeciej nad ranem i wstawać bez problemu. Teraz tak nie jest” – mówi. Dba o głos, porównując technikę wokalną do treningu siłowego. Po koncertach ogranicza rozmowy, by dać strunom głosowym odpocząć.
Odżywianie w trasie – praktyczne rozwiązania
Richardson śmieje się, mówiąc o diecie w trasie: „Nie jesz cały dzień, a po koncercie jesteś głodny. Wtedy wchodzi zamówienie za 40 dolarów w Taco Bell”. Aby utrzymać podaż białka, sięga po 42-gramowe Core Power, batony Barebells i paczki wędlin ze stacji benzynowej. „To daje około 75 gramów białka” – wylicza. To nie jest plan godny kulturysty, ale działa w podróży.
Dla Richardsona zdrowie to robienie tego, co można, z tym, co się ma. Niezależnie od tego, czy trenuje jak Dorian Yates, znajduje Planet Fitness między koncertami, czy uczy się balansować terapię, kreatywność i regenerację – podchodzi do rozwoju tak samo jak do muzyki: dzień po dniu, stawiając na konsekwencję.



Opublikuj komentarz